• Patroni

        • KOSSAKOWIE I MY

        •  

          Cóż to była za niepospolita rodzina!

          Wyjątkowa i wręcz nieprzyzwoicie utalentowana. Przez cztery pokolenia Kossakowie budowali fundamenty polskiej kultury i nauki, zostawiając po sobie ślad, którego nie sposób zatrzeć. Męska linia rodu odmalowywała to, co dla Polaków najważniejsze. Na ich obrazach ożywały narodowe zrywy, epoka napoleońska i bitewny pył historycznych zwycięstw. Kobiety z rodziny Kossaków nie ustępowały pola mężczyznom, choć ich narzędziem rzadziej bywał pędzel, a częściej słowo, odwaga i badawcze oko. Ich wpływ na polską duszę był równie ogromny.

           

          Ale od początku. To Juliusz był seniorem rodu, i to po nim jego synowie bliźniacy: starszy Wojciech i młodszy Tadeusz odziedziczyli talent malarski, choć tylko Wojciech poszedł w ślady ojca. Brat Juliusza, Leon, też był malarzem-amatorem! Na brak tego talentu nie mogli narzekać Jerzy – syn Wojciecha i Karol – wnuk Juliusza, bratanek Wojciecha i stryjeczny brat Jerzego. Zawiłe? A to na razie tylko panowie! Były też kobiety – Zofia Kossak-Szatkowska, wybitna powieściopisarka i córka Tadeusza. Dołączyły do niej poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i pisarka satyryczna Magdalena Samozwaniec, córki Wojciecha. A przecież była jeszcze ona! Simona Kossak. Ikona ochrony przyrody, która zamieniła krakowskie salony na leśniczówkę w Puszczy Białowieskiej, dzieląc życie z lochą Żabką, krukiem Koraskiem, oślicą Hepcią, rysicą Agatką, łosiami Pepsi i Colą... Trudno o drugą tak barwną rodzinę. Poznajcie bliżej losy tych niezwykłych postaci, bo każda z nich to osobna, fascynująca opowieść warta odkrycia.

           

          Uff! Zdolne to były szelmy te Kossaki! – mówił o nich Tadeusz Boy-Żeleński.

           

          Ta rodzina to fenomen – tygiel, w którym mieszały się malarstwo, literatura, nauka i bezkompromisowa pasja. I właśnie taką niezwykłą rodziną jest społeczność naszego MDK-u.

          W naszych ścianach, podobnie jak w słynnej krakowskiej Kossakówce, łączą się różnorodne działania, talenty i wartości artystyczne. Kossakowie przypominają nam, że talent ma wiele twarzy, a pasja jest najpiękniejszym dziedzictwem, jakie można przekazać światu.

        • JULIUSZ KOSSAK (1824–1899)

        •  

          Doyen.

          To od niego wszystko się zaczęło. Urodził się w Nowym Wiśniczu. Dorastał w atmosferze szlacheckiego dworku, co na zawsze ukształtowało jego zainteresowania oraz wrażliwość artystyczną. Choć początkowo zgodnie z wolą rodziców studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim, jego prawdziwym powołaniem była sztuka, którą doskonalił głównie jako samouk, obserwując naturę i studiując dzieła dawnych mistrzów. To właśnie we Lwowie nawiązał pierwsze kontakty z ziemiaństwem, które stało się głównym odbiorcą jego twórczości, znajdując w jego pracach odbicie własnego stylu życia i pasji do jeździectwa. Był niedoścignionym mistrzem akwareli. W czasach narodowej niewoli potrafił tchnąć w polskie serca ducha dumy i tradycji, uwieczniając na papierze dynamiczne sceny batalistyczne, polowania oraz szlachecki obyczaj.
          Juliusz zasłynął przede wszystkim jako mistrz akwareli, techniki wymagającej niezwykłej precyzji i szybkości, która pozwalała mu oddać dynamikę ruchu oraz subtelność polskiego krajobrazu.  Centralnym motywem jego twórczości był koń – symbol wolności i polskiego temperamentu – przedstawiany z taką precyzją i pasją, że Juliusz do dziś pozostaje on najwybitniejszym polskim hippologiem w malarstwie. Koń stał się znakiem rozpoznawczym jego dorobku. Przedstawiany z anatomiczną doskonałością i portretową indywidualnością, niezależnie od tego, czy był to rączy rumak bojowy, czy spracowany koń chłopski. Juliusz potrafił w genialny sposób łączyć sceny rodzajowe z wielką historią, ilustrując kluczowe momenty z dziejów Rzeczypospolitej, takie jak bitwy pod Raszynem czy pod Wiedniem, a także uwieczniając słynnych wodzów i bohaterów narodowych. Jego prace pełniły niezwykle ważną funkcję społeczną w okresie zaborów, budząc poczucie dumy i przypominając o dawnej potędze państwa, przez co stały się integralnym elementem polskiego domu.
          Po latach spędzonych w Paryżu i Monachium, gdzie szlifował warsztat i zdobywał europejskie uznanie, malarz osiadł na stałe w Krakowie, kupując posiadłość zwaną później Kossakówką. Był człowiekiem wyjątkowo pogodnym i życzliwym. Uwielbiał ludzi, a ludzie uwielbiali jego. Posiadał rzadki dar zjednywania sobie osób z różnych sfer – od arystokracji, przez kręgi artystyczne, aż po prostych stajennych. Dlatego Kossakówka stała się centrum życia kulturalnego właśnie dzięki jego otwartości, kładąc fundament pod wielopokoleniową dynastię artystów, w tym syna Wojciecha oraz wnuka Jerzego. Juliusz Kossak był również cenionym ilustratorem, współpracującym z najważniejszymi czasopismami epoki oraz ozdabiającym swoimi rysunkami dzieła literackie Adama Mickiewicza czy Henryka Sienkiewicza.
          Miał pięcioro dzieci ale najsłynniejsi byli dwaj synowie-bliźniacy Wojciech i Tadeusz.
          Warto wspomnieć, że pasja do uwieczniania piękna koni nie była domeną wyłącznie Juliusza, lecz stanowiła genetyczny wyróżnik rodziny. Jego młodszy brat, Leon Kossak, również poświęcił się malarstwu, choć uprawiał je głównie jako amator. Mimo, iż nie zdobył tak wielkiej sławy jak jego starszy brat, w swoich pracach z wyczuciem oddawał sylwetki koni i dynamikę scen jeździeckich, dowodząc, że miłość do hippiki i sztuki była fundamentem, na którym wyrósł cały talent rodu Kossaków.

        • WOJCIECH KOSSAK (1856–1942) i TADEUSZ KOSSAK (1857–1935)

        •  

          Osobliwe przyjście na świat.

          To dopiero była historia! Słuchajcie. Podczas nocy sylwestrowej z 1856 na 1857 roku, gdy Paryż bawił się w najlepsze, Zofia Gałczyńska od ponad doby toczyła wyczerpującą walkę o wydanie na świat swojego pierworodnego dziecka. Poród był niezwykle trudny, lecz piętnaście minut przed północą nastąpił przełom i na świat przyszedł Wojciech, siny i na wpół uduszony, ale żywy. Gdy nadszedł Nowy Rok, a zza okien dobiegał gwar świętującego tłumu, ku zaskoczeniu zgromadzonych rozległ się okrzyk madame Fabien ogłaszającej, że oto pojawia się drugie dziecko! W ten niezwykły sposób na świecie pojawili się bracia bliźniacy - Wojciech i Tadeusz - stanowiąc rzadki przypadek rodzeństwa z różną datą urodzenia. Chłopcy byli do siebie tak uderzająco podobni, że nawet własna matka miewała trudności z ich rozróżnieniem. Dopiero gdy podrośli i zaczęli wspólnie podbierać ojcu farby oraz narzędzia malarskie, ojciec dostrzegł między nimi pierwsze istotne różnice, zauważając, że to Wojciech przejawia autentyczny talent plastyczny, podczas gdy Tadeusz głównie go naśladuje. Drogi braci rozeszły się kiedy ojciec pozwolił piętnastoletniemu Wojciechowi zrezygnować z gimnazjum na rzecz nauki w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie. Pomimo tego, można powiedzieć, że ich dalsze losy były nadal bliźniacze. Łączyła ich zaszczepiona przez ojca miłość do koni – Wojciech je malował, a Tadeusz został kawalerzystą i ich hodowcą. Obaj na żony wybrali panny z rodu Kisielnickich: Wojciech – Marię, a Tadeusz – Annę. Ich córki zapisały się w historii literatury polskiej: córki Wojciecha – Maria Pawlikowska-Jasnorzewska jako poetka i Magdalena Samozwaniec jako satyryczka, a Zofia Kossak, córka Tadeusza, jako powieściopisarka. Czyż ta historia nie wydaje się niemal filmowa?

        • WOJCIECH KOSSAK

        •  

          Szwoleżer sztalugi.

          Wojciech był pod wieloma względami nieodrodnym synem swojego ojca – nie tylko przejął po nim mistrzowską technikę malowania zwierząt w ruchu, ale także kontynuował misję budzenia polskiego ducha poprzez sztukę, stając się godnym następcą i kontynuatorem rodzinnej tradycji. Kształcił się w najlepszych europejskich akademiach – od Krakowa, przez Monachium, aż po Paryż, gdzie szlifował warsztat pod okiem wybitnych mistrzów, takich jak Alexandre Cabanel. Jego twórczość niemal całkowicie zdominowały wielkie widowiska historyczne, sceny z wojen napoleońskich oraz powstania listopadowego, w których z niezwykłą precyzją oddawał dynamikę walki, anatomię koni i emocje towarzyszące żołnierzom na polu bitwy.

          Życie Kossaka było równie barwne jak jego płótna, a on sam potrafił z wielką zręcznością łączyć rolę narodowego artysty z funkcją malarza nadwornego u największych monarchów Europy. Przez lata pracował w Berlinie na zlecenie cesarza Wilhelma II, co w podzielonej zaborami Polsce budziło niemałe kontrowersje. Jednak Wojciech zawsze podkreślał swój patriotyzm i traktował te zlecenia jako chlubny polski akcent na arenie międzynarodowej. Jego najbardziej monumentalnym osiągnięciem, stworzonym wspólnie z Janem Styką, była Panorama Racławicka, która do dziś pozostaje jednym z najważniejszych dzieł polskiej kultury. Wojciech słynął z niesamowitego tempa pracy. Potrafił malować kilka obrazów jednocześnie, a anegdoty głoszą, że zdarzało mu się wykańczać detale płócien tuż przed ich sprzedażą, niemal na oczach zniecierpliwionych kolekcjonerów.

          Prywatnie Wojciech Kossak był postacią niezwykłą: człowiekiem o niespożytej energii, wielkim uroku osobistym i barwnym charakterze. Jako głowa artystycznej rodziny zamieszkującej krakowską Kossakówkę, stworzył dom tętniący kulturą. Był ojcem trójki utalentowanych dzieci: malarza Jerzego oraz dwóch wybitnych pisarek – Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec, które we wspomnieniach opisywały go jako postać niemal anegdotyczną. Wojciech miał jedną, żelazną zasadę oceny ich twórczości: To jest malarskie! Jeśli wiersz Marii lub opis Magdaleny potrafił wywołać w jego głowie obraz, uznawał to za najwyższą formę sztuki, często mawiając do nich z dumą: Wy piszecie tak, jak ja maluję – szerokim pędzlem!

          Wojciech kochał życie w ruchu – fascynowały go luksusowe, szybkie samochody, choć to koń pozostał jego największą malarską miłością. Mimo ogromnej popularności, nie spoczął na laurach i malował niemal do ostatnich dni, zawsze dbając o nienaganną formę i elegancję.

          Choć bywał krytykowany przez modernistów za tradycyjne podejście do sztuki, jego obrazy na zawsze zajęły miejsce w sercach Polaków. Stały się one barwnym, pełnym pasji zapisem narodowej historii i dumy, który do dziś inspiruje kolejne pokolenia do szukania własnej drogi ekspresji.

        • JERZY KOSSAK (1886–1955)

        •  

          Kopiuj-wklej.

          Jerzy zapisał się w historii polskiej sztuki balansując na cienkiej granicy między wielkim talentem, a rzemieślniczą powtarzalnością. Kształcił się od najmłodszych lat w pracowni dziadka – Juliusza oraz ojca – Wojciecha. Już w dzieciństwie wykazywał spore uzdolnienia plastyczne i był dla nich wielką nadzieją. Jako kontynuator i naśladowca ich sztuki tworzył sceny batalistyczne, historyczne i rodzajowe z wszechobecnym (oczywiście!) motywem konia. Malował pod własnym nazwiskiem jak i współtworzył z ojcem Wojciechem. W okresie międzywojennym założyli nieformalną spółkę, którą nazywali fabryczką. Wojciech sporządzał kompozycję, która była przez Jerzego przenoszona za pomocą kalki na płótno i malowana. Potem obraz wykańczał Wojciech i nadawał mu swoją sygnaturę (ponieważ twórczość ojca była dużo wyżej ceniona). Wojciech bolał nad tym, że Jerzy nie spełnił jego nadziei. Martwił się brakiem u syna większych ambicji malarskich, chęci i wytrwałości, krytykował go za brak samodzielności twórczej, za masowe i płytkie powielanie tematów, za fabrykę kopii i replik. Mimo zarzutów o wtórność, nie można odmówić Jerzemu ogromnej sprawności technicznej. W czasach, gdy światowa sztuka gnała w stronę abstrakcji, on trzymał się kossakowskiego warsztatu, malując konie tak, jak nikt inny w jego pokoleniu.

          Mieszkał i tworzył w Jerzówce – części krakowskiej Kossakówki – z której nigdy nie wyjeżdżał na dłużej. Poza malarstwem interesował się samochodami, uwielbiał myślistwo, psy i konie. Był dwukrotnie żonaty: w 1911 roku poślubił ziemiankę Ewę z Kaplińskich (z którą miał córkę Marię), a z drugiego małżeństwa z Elżbietą Dzięciołowską-Śmiałowską na świat przyszły dwie córki: Gloria i Simona.

          Powojenna bieda i chroniczny brak środków sprawiły, że Jerzy prawie całkowicie zatracił swój talent, a jego malarstwo stało się taśmowym wyrabianiem marnych obrazków. Wskutek tego załamał się, ciężko i nieuleczalnie zachorował. Jego cierpienia przerwała śmierć w 1955 roku.

        • KAROL KOSSAK (1896–1975)

        •  

          Kossak nieoczywisty.

          Ostatni z Kossaków po mieczu, malujący konie – wnuk Juliusza, bratanek Wojciecha. Karol był postacią niezwykłą. Nierozerwalnie związany z polską tradycją malarstwa hipologicznego, wniósł do rodzinnej legendy własny, unikalny rys. Urodził się we Lwowie i naturalną koleją rzeczy został spadkobiercą talentu dziadka Juliusza i stryja Wojciecha, co z jednej strony otwierało przed nim drzwi do artystycznego świata, z drugiej zaś stawiało poprzeczkę niezwykle wysoko. Edukację artystyczną pobierał pod okiem najlepszych, najpierw u Stanisława Batowskiego i Zygmunta Rozwadowskiego, a później na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych u Ignacego Pieńkowskiego i Władysława Jarockiego. Miał też możliwość szlifować swój talent w Kossakówce pod okiem stryja.

          Karol przez  znaczną część życia związany był z huculszczyzną. Malował pejzaże z architekturą regionu, kapliczki, cerkiewki, chałupy, a przede wszystkim huculskie koniki. Podczas gdy inni Kossakowie skupiali się na wielkiej historii i chwale oręża, Karola interesowała tematyka bajeczno-fantastyczna. Jego styl charakteryzował się subtelnym humorem i pewną bajkowością, co sprawiło, że stał się cenionym ilustratorem. Wykonał m.in. ilustracje do książki Zofii Kossak Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata. Malował głównie akwarelą, rysował piórkiem, tuszem, kredą, gwaszem, sepią, węglem.
          Zawieruchy wojenne rzuciły go ostatecznie do Ciechocinka, co dla artysty tak mocno zakorzenionego w krajobrazie górskim i kresowym było ogromną zmianą życiową. Niemniej Ciechocinek kochał Karola Kossaka za jego wieczny optymizm i cięty, choć pełen wyrozumiałości dowcip. Był on świetnym obserwatorem życia i przemiłym gawędziarzem, który potrafił rozbawić każde towarzystwo. Ta popularność znalazła swój finał w dniu pogrzebu – za trumną Karola w kondukcie pogrzebowym jechały wszystkie dorożki konne z Ciechocinka.

        • ZOFIA KOSSAK (1889–1968)

        •  

          Sumienie narodu.

          Podczas gdy męska linia rodu Kossaków uwieczniała historię na płótnie, ona, najstarsza wnuczka Juliusza, pisała ją własnym życiem. Zofia rzuciła wyzwanie dwóm totalitaryzmom, zamieniając spokojny dwór w Górkach Wielkich na konspiracyjne lokale i obozowy pasiak Auschwitz. Choć dorastała w cieniu słynnych malarzy, wybrała własną drogę, w której literatura służyła dokumentowaniu najtrudniejszych doświadczeń historii Polski. Jej pisarstwo zrodziło się z traumy – ucieczka przed bolszewicką rewolucją na Wołyniu, opisana w Pożodze, pozbawiła ją złudzeń co do nowego ładu idącego ze Wschodu. To tamte wydarzenia ukształtowały jej charakter: twardy, oparty na głębokiej wierze i przekonaniu, że o wartości człowieka decyduje jego postawa w chwilach próby.

          W okresie międzywojennym Zofia stała się jedną z najbardziej poczytnych autorek, tworząc monumentalne powieści historyczne, takie jak Krzyżowcy. Jednak to II wojna światowa pokazała jej prawdziwy format. W okupowanej Warszawie, pod fałszywym nazwiskiem, angażowała się w pomoc najbardziej potrzebującym. Mimo swoich konserwatywnych i narodowych przekonań, nie zawahała się wezwać Polaków do ratowania Żydów. Jej  Protest był głosem sumienia, który doprowadził do powstania Żegoty – podziemnej organizacji niosącej pomoc skazanym na Zagładę. Przypadkowo aresztowana trafiła do KL Auschwitz. Mimo nadanego jej numeru obozowego — 64491 — starała się zachować godność i wspierać inne więźniarki. Swoje doświadczenia opisała później w surowej, pozbawionej upiększeń książce Z otchłani. Powojenna rzeczywistość w Polsce pod rządami komunistów zmusiła ją do emigracji. Zamieszkała w Anglii, gdzie prowadziła skromne życie, pracując fizycznie na farmie w Kornwalii. To właśnie tam, w trudnych warunkach bytowych, powstawały jej kolejne książki. Do kraju wróciła po odwilży w 1956 roku. Zamieszkała w Górkach Wielkich, jednak zamiast w dawnym dworze, który spłonął, zajęła mały domek ogrodnika. Została zapamiętana jako osoba, która od teoretycznych rozważań o etyce zawsze wolała konkretną pomoc i działanie.

        • MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA (1891–1945)

        •  

          Polska Safona.

          Lilka przyszła na świat w krakowskiej Kossakówce. Dorastała w atmosferze przesyconej zapachem farb olejnych, jednak to nie pędzel stał się jej głównym orężem, lecz słowo. Nie uczęszczała do szkoły, edukację pobierała w domu. Wykazywała nieprzeciętny talent plastyczny i przez krótki czas była wolną słuchaczką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jednak to nie malarstwo było jej przeznaczeniem. Z czasem zeszło ono na dalszy plan, ustępując miejsca genialnej liryce. Z perspektywy czasu można odczuwać ogromny niedosyt, że Lilka prawie całkowicie zarzuciła tę ścieżkę – jej niezwykła wrażliwość na barwę i detal sprawiała, że byłaby ona bez wątpienia najdoskonalszą ilustratorką własnych wierszy, potrafiącą nadać wizualny kształt ulotnym, eterycznym emocjom zawartym w jej słynnych miniaturach poetyckich.

          W pejzażu kulturowym dwudziestolecia międzywojennego Maria nie funkcjonowała w próżni, lecz stanowiła połowę jednego z najbardziej ikonicznych duetów tamtej epoki. Wraz ze swoją siostrą, Magdaleną Samozwaniec, tworzyły zjawisko określane mianem sisters. W Polsce tamtego okresu panowała szczególna moda na utalentowane rodzeństwa, które wspólnie kształtowały gusta i obyczajowość elit, a siostry Kossakówny były tego trendu ważnymi przedstawicielkami. Podczas gdy Magdalena bawiła czytelników ciętą satyrą i humorem, Maria, jako Safona z Krakowa, rewolucjonizowała polską poezję miłosną, odzierając ją z patosu i wprowadzając do niej nowoczesną, kobiecą perspektywę. Obie doskonale rozumiały mechanizmy popularności, budując wokół siebie aurę fascynującej nowoczesności, inteligencji i nieco skandalizującej swobody.
          Życie Lilki było nieustannym poszukiwaniem harmonii między przemijaniem a wieczną potrzebą kochania, co stało się fundamentem jej twórczości. Jej wiersze, początkowo lekkie i nasycone barwami, z czasem zaczęły mienić się refleksją nad kruchością istnienia i nieuchronnością starości, co czyniło ją poetką uniwersalną. Trzykrotnie zamężna, zawsze wierna swoim uczuciom, stała się ikoną emancypacji, która nie walczyła manifestami, lecz stylem życia i odwagą w opisywaniu kobiecej zmysłowości. Wybuch II wojny światowej brutalnie przerwał ten krakowski rajd po literackich salonach, zmuszając ją do emigracji. Ostatnie lata, które spędziła w Anglii, upływające pod znakiem choroby i nostalgii za Kossakówką, stały się smutnym domknięciem jej życia. Zapisała się w historii jako autorka, która nadała polskiej liryce miłosnej zupełnie nowy ton.

        • MAGDALENA SAMOZWANIEC (1894–1972)

        •  

          Łobuz w spódnicy.

          Młodsza z sióstr, niekwestionowana pierwsza dama polskiej satyry. Była żywiołem skrajnie odmiennym od eterycznej Lilki, stanowiły nierozerwalną całość wizerunkową rodu Kossaków. Madzia była powiewem świeżości w dusznej atmosferze narodowych martyrologii. Udowodniła, że bycie Kossakiem to nie tylko obowiązek wobec ojczyzny, ale też prawo do głośnego śmiechu i noszenia kapeluszy, za którymi oglądała się cała ulica. W świecie, w którym jej ojciec i dziad malowali monumentalne bitwy, ona postanowiła walczyć śmiechem, wykazując się odwagą, by z krakowskiej arystokracji i mieszczańskiej pruderii uczynić wdzięczny obiekt żartu. Jako młodsza część duetu, Magdalena wniosła do polskiej kultury dwudziestolecia międzywojennego ożywczy powiew autoironii. Podczas gdy inne znane rodzeństwa tamtej epoki często rywalizowały o wpływy, siostry Kossakówny stworzyły unikalny front: Lilka dostarczała wzruszeń i głębi, a Magdalena zapewniała błyskotliwy komentarz do codzienności i której cięte riposty krążyły po Warszawie i Krakowie.

          Podobnie jak Maria, Madzia posiadała wrodzony talent plastyczny, który w jej przypadku objawiał się w doskonałych rysunkach satyrycznych i karykaturach. Szkoda, że rozwijając kariery literackie, siostry zepchnęły malarstwo na boczny tor. Obie byłyby genialnymi ilustratorkami własnych tekstów – Maria efemerycznej poezji, a Magdalena ciętych satyr. Książki Magdaleny pełne komizmu sytuacyjnego i językowego, zyskałyby dodatkowy, drapieżny wymiar, gdyby towarzyszyły im jej autorskie, nieco złośliwe rysunki, tworząc spójne dzieło. Wybór pióra zamiast pędzla był jednak świadomy – Samozwaniec zrozumiała, że słowem może dotrzeć głębiej pod podszewkę konwenansów, które tak namiętnie wyśmiewała w swoich bestsellerach, z legendarnym debiutem Na ustach grzechu na czele.
          Życie Magdaleny było barwnym korowodem spotkań z elitą intelektualną, podróży i nieustannego brylowania w towarzystwie, jednak pod maską rozśmieszaczki kryła się niezwykle bystra obserwatorka ludzkich słabości i tragizmu przemijania. W przeciwieństwie do siostry, Magdalena przetrwała wojnę w kraju, stając się po 1945 roku żywym pomostem między utraconą elegancją II Rzeczypospolitej a nową rzeczywistością. Do końca swoich dni zachowała kossakowski fason, promieniejąc humorem nawet wtedy, gdy pisała o trudnych losach swojej rodziny w Marii i Magdalenie. To właśnie dzięki jej wspomnieniom mit sióstr-artystek przetrwał próbę czasu, utrwalając wizerunek dwóch niezwykłych kobiet, które udowodniły, że bycie sisters to nie tylko pokrewieństwo krwi, ale przede wszystkim wspólnota ducha, talentu i wielkiej, niepokornej klasy.

        • SIMONA KOSSAK (1943–2007)

        •  

          Czarownica z Białowieży.

          Simona Kossak przyszła na świat w krakowskiej Kossakówce jako córka Jerzego i Elżbiety, obciążona nazwiskiem, które w polskiej kulturze było synonimem artystycznego geniuszu oraz towarzyskiego splendoru. Od najmłodszych lat dorastała w cieniu legendy dziadka Wojciecha i pradziadka Juliusza, jednak zamiast pędzla czy pióra, wybrała ścieżkę, która dla jej rodziny wydawała się niemal niezrozumiała. Nie będąc wyczekiwanym synem, który miałby kontynuować malarską dynastię, Simona odrzuciła salonowe konwenanse i krakowską elitarność na rzecz surowej przyrody. Po ukończeniu studiów biologicznych podjęła radykalną decyzję o przeprowadzce do Białowieży, gdzie w samym sercu puszczy, w leśniczówce Dziedzince, stworzyła swój własny, autonomiczny świat. Przez dziesięciolecia żyła tam bez prądu i bieżącej wody, dzieląc dom z dzikimi zwierzętami: z oswojoną lochą Żabką, krukiem Koraskiem, oślicą Hepcią, rysicą Agatką, łosiami Pepsi i Colą..., nic więc dziwnego, że zyskała przydomek czarownicy z Białowieży. Jej praca naukowa i popularyzatorska była nierozerwalnie związana z walką o ochronę najdzikszych zakątków Polski, a bezkompromisowość w obronie puszczy często stawiała ją w konflikcie ze środowiskiem myśliwych i leśników. Jako ostatnia wielka przedstawicielka rodu, Simona dokonała redefinicji dziedzictwa Kossaków, zamieniając pasję do malowania koni na głęboką, niemal mistyczną empatię wobec żywych stworzeń. Jej życie stało się domknięciem sagi rodu, który przez pokolenia opisywał i malował polskość, a ona sama nadała temu pojęciu nowy, ekologiczny i uniwersalny wymiar. Zmarła w 2007 roku, udowadniając wcześniej, że można być tą od Kossaków, a jednocześnie iść własną drogą – zamieniając krakowskie salony na puszczańską chatę i rodowy sygnet na bliskość z naturą.

        • Koń-Pegaz. Kuźnia talentów.

        •  

          Połączenie patronatu Artystów Rodu Kossaków z symbolem Pegaza to dla nas układ idealny, bo w naszej placówce wierzymy, że sam talent to dopiero początek drogi. Jesteśmy prawdziwą kuźnią, w której pomagamy młodym artystom dojrzeć i nabrać odwagi do śmiałego patrzenia ponad horyzont. Skrzydlaty koń w naszym logo przypomina, że prawdziwa kreatywność nie lubi ciasnych ram ani nudnych schematów. To właśnie tutaj rzemiosło spotyka się z fantazją, dając każdemu szansę, by poruszać się po świecie wyobraźni z taką samą lekkością i wdziękiem, jakie od pokoleń definiują twórczość rodu Kossaków. Pegaz to dla nas przede wszystkim symbol wolności tworzenia i zachęta, by każdy z naszych podopiecznych szukał własnej, unikalnej ścieżki. Krótko mówiąc, jesteśmy miejscem, gdzie artystyczne natchnienie dostaje skrzydeł, a każda chwila spędzona na rozwijaniu talentu staje się wielką, pełną swobody przygodą. Z nami rozwiniesz skrzydła.

        • brak danych
        • Bibliografia:

          • Kazimierz Olszański, Niepospolity ród Kossaków, Zamek Książąt Pomorskich Szczecin, 2000 r.
          • Kazimierz Olszański, Juliusz Kossak, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wydawnictwo 1988
          • Wojciech Kossak, Wspomnienia. Z 92 ilustracyami w tekście oraz 8 kolorowemi na osobnych kartach, Kraków, nakład G. Gebethnera i Spółki, 1918 r.
          • Stefania Krzysztofowicz-Kozakowska, Kossakowie, Wrocław 2001
          • Zofia Kossak, Dziedzictwo cz. 1 i 2, wyd. PAX, 2014 r.
          • Joanna Jurgała-Jureczka, Kossakowie. Biały mazur, Zysk i S-ka, 2025 r.
          • Anna Kamińska, Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak, Wydawnictwo Literackie, 2020 r.
          • Cztery pory roku, 3 częściowa audycja z dn. 30.05.2020 r., Jedynka Polskie Radio;
          • Niezła Sztuka, Qui est Caussaque?* – Kim jest Kossak?, Michalina Peruga, 27.06.2018 r.;
          • Wojciech Kossak, Listy do żony i przyjaciół (1883–1942), t. 2, s. 351
          • Hanna Terlecka, Jacek Woźniakowski, film dokumentalny Rodzina Kossaków, 1995 r.
          • Zdolne bestie te Kossaki, film dokumentalny 2020 r.
          • Kazimierz Olszański, Jerzy Kossak, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo 1992 r.
          • Janusz R. Kowalczyk, Magdalena Samozwaniec, serwis culture.pl
          • Joanna Jaśkiewicz, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Malarka, poetka, kobieta-motyl, serwis Niezła Sztuka
          • Agnieszka Warnke, Małgorzata Czyńska: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska była kobietą poszukującą [wywiad], serwis culture.pl